Do pracy a z pracy na Pomorzany
Niedziela, 26 kwietnia 2009
· Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
W niedzielę niestety miałam dyżur na monitoringu przez co ominęła mnie przyjemność uczestnictwa w Wielkim Przejeździe Rowerowym... Posiedziałam za to 8 godzin obserwując rowerzystów, przechodniów, pana z fujarką, który postanowił odcedzić kartofelki prawie pod oknem strażnicy... Do pracy niestety musiałam też gnać z powodu zatargu z A. i późnym wyjściem z domu. Nigdy chyba jeszcze tak się na rowerze nie śpieszyłam... Po pracy zaś kupiłam baterie do lampki (bo zdechła) i Liona (bo ja prawie zdechłam z głodu) i pognałam na Pomorzany. Tam najadłszy się z okazji urodzin siostry A. zabrałam A. i wróciliśmy do domu. Szczerze mówiąc tamtego dnia byłam totalnie wyczerpana po wszystkim...

