Do pracy, wracając w deszczu przez las
Wtorek, 5 maja 2009
· Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Znów wybrałam się do pracy na rowerze i nadal bez naprawionego licznika, także znów dane na oko.
Tego dnia kropiło. Mimo to zaryzykowałam i pojechałam na rowerze. M. wyraził podziw, że żadna pogoda mi nie straszna. W pewnym momencie po prostu zaczęło lać. P. zadzwonił, że mogę się zmywać do domu. Porządnie się pozapinałam, ukryłam telefon na dnie plecaka i ruszyłam w drogę. Opcja najszybsza - jazda śmieszką rowerową odpadła ze względu na małą konkurencyjność wobec podróży przez las. Niestety zanim dojechałam do docelowej, szerokiej i prostej drogi przez las, coś mnie podkusiło i skręciłam w niewielką ścieżynkę między drzewami. Szczerze mówiąc dzięki zwarciu drzew nade mną prawie na mnie nie kapało. Problemem były śliskie korzenie (w pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie...) i niskie gałęzie wchodzące na ścieżkę, które były całe mokre... Do tego gruba ściółka, głównie z drobnych kwiatków buka, która była mokra i przylepiała się grubą warstwą do kół oraz wyskakiwała spod kół i brudziła ramę i moje nogi. Jakoś udało mi się jednak przejechać przez ten kawałek bez przewrotki. Szczerze mówiąc bardzo mi się podobało.
Reszta trasy niestety przebiegała już po bardziej cywilizowanych terenach, przez co oczywiście zmokłam. Jednak ogólnie cieszę się, że mogłam doświadczyć takich przeżyć:-)
Tego dnia kropiło. Mimo to zaryzykowałam i pojechałam na rowerze. M. wyraził podziw, że żadna pogoda mi nie straszna. W pewnym momencie po prostu zaczęło lać. P. zadzwonił, że mogę się zmywać do domu. Porządnie się pozapinałam, ukryłam telefon na dnie plecaka i ruszyłam w drogę. Opcja najszybsza - jazda śmieszką rowerową odpadła ze względu na małą konkurencyjność wobec podróży przez las. Niestety zanim dojechałam do docelowej, szerokiej i prostej drogi przez las, coś mnie podkusiło i skręciłam w niewielką ścieżynkę między drzewami. Szczerze mówiąc dzięki zwarciu drzew nade mną prawie na mnie nie kapało. Problemem były śliskie korzenie (w pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie...) i niskie gałęzie wchodzące na ścieżkę, które były całe mokre... Do tego gruba ściółka, głównie z drobnych kwiatków buka, która była mokra i przylepiała się grubą warstwą do kół oraz wyskakiwała spod kół i brudziła ramę i moje nogi. Jakoś udało mi się jednak przejechać przez ten kawałek bez przewrotki. Szczerze mówiąc bardzo mi się podobało.
Reszta trasy niestety przebiegała już po bardziej cywilizowanych terenach, przez co oczywiście zmokłam. Jednak ogólnie cieszę się, że mogłam doświadczyć takich przeżyć:-)

