Deszczeowy powrót
Niedziela, 21 czerwca 2009
· Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Do pracy znów pojechałam rowerem równocześnie modląc się o deszcz, bo nie chciało mi się tam siedzieć 11 godzin. Moje marzenia spełniły się już po 11stej, ale deszcze były przelotne. Natomiast o wpół do pierwszej jak lunęło... Pozbierałam się (a miałam lapka ze sobą, żeby się nie nudzić) i ruszyłam do domu w tej ulewie. Było ciężko. Kałuże atakowały od spodu, woda kapała z daszka, ale dawałam radę. O dziwo było więcej takich jak ja. Ale widać było, że deszcz ich zaskoczył. Dojechałam do Unii Lubelskiej (chciałam pojechać trochę inną drogą) i zaczęło się przejaśniać. Pojechałam więc ulicami zgrabnie omijając kałuże. Pod domem słońce dawało już na maxa. Ale i tak wszystko miałam już mokre;-) Ciekawe doświadczenie.

