Stłuczka w drodze do pracy

Czwartek, 2 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Dziś zaliczyłam pierwszą w życiu stłuczkę rowerową! Śmiać mi się chce na to wspomnienie, choć mogło być dużo gorzej.

Otóż - jechałam sobie ścieżką wzdłuż Wojska Polskiego do pracy. Zobaczyłam, że przede mną toczy się po ścieżce pan około 50tki. Toczył się po lewej stronie ścieżki, więc pomyślałam, że minę go po prawej. Spotykam czasem takich łosi, co to nie wiedzą, którędy się jeździ. Gdy już byłam prawie na jego wysokości, pan gwałtownie skręcił w prawo (zapewne chcąc wjechać na pasy), nie patrząc w ogóle do tyłu. Oczywiście wpadł na mnie... Dobrze, że nie mam spd i zdążyłam postawić nogę i przyjąć na siebie ciężar dwóch rowerów i opasłego pana, który nie dałby rady postawić nogi między rowerami. Tuż obok po jezdni mknęły, jak zwykle, samochody... Gdy pan już doszedł do siebie i odsunął się nieco zdjąwszy jedną ze słuchawek z uszu, rzuciłam coś a'la "no proszę pana!" na co on mi odparł, że wymija to się z lewej strony. No ciekawe, jak go miałam wyminąć skoro jechał lewą stroną... Rzekłam, że jechał prosto, lewą stroną, nie spojrzał do tyłu, gdy skręcał i nie dał żadnego znaku. Trochę poburczał i omiótł wzrokiem swój rower. Rzekłam, że nic się nie stało, więc grzecznie zapytał, czy mi też nic się nie stało. Byłam cała i zdrowa, choć nieco przez pana ubrudzona i wystraszona. Pożegnałam niedzielnego kierowcę rowerowego i pomknęłam do pracy.

Oby nigdy więcej stłuczek rowerowych a tym bardziej rowerowo-samochodowych... Brr...

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa jlrek

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]