Na Pyromagic piorunem!
Sobota, 11 sierpnia 2012
· Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
To był pierwszy dzień piątego Pyromagic. Finału czterech ostatnich lat. Wyszliśmy za późno, dużo za późno. Gnałam okrutnie. Później A. powiedział, że był pod wrażeniem i miał problem z nadążeniem. Niestety fajerwerki rozpoczęły się jak jeszcze byliśmy daleko. Na Wały dojechaliśmy tak gdzieś w połowie pokazu. Stojąc w zupełnie dupnym miejscu nie byliśmy w stanie ani się zachwycić ani docenić...
Po pierwszym pokazie postanowiliśmy przejść na drugą stronę Wałów i tam się gdzieś ulokować wygodnie. I zrobiliśmy błąd. Zamiast objechać spokojnie górą to wpakowaliśmy się w ten tłum. Z ROWERAMI! Były dziwne spojrzenia, współczujące spojrzenia, złośliwe mamrotania pod nosem, humorystyczne komentarze (pani wsiądzie i jedzie, będzie skuteczniej! tak, i włączę wycieraczki! hahahaha), zdziwione miny, jak ktoś wlazł na koło (bo nie patrzy, gdzie lezie). Ale po eonach dodreptaliśmy pod północną latarnię i ulokowaliśmy się za kontenerem śmietnikowym. Wątpliwe walory zapachowe wynagrodziła nam możliwość oparcia rowerów i brak wysokich osób w najbliższym polu widzenia. Po pokazie ruszyliśmy w drogę powrotną. Niczym w grze zręcznościowej mijaliśmy stojące w korku samochody, zapracowanych policmajstrów. A, zarobił trąbę (jak się wjeżdża przed autko, które właśnie ruszyło, to czego się można spodziewać...). I tak dobrze, że trąbę a nie dzwon. Gdy już wyjeżdżaliśmy z najgorszego korka (ależ zabawa! naprawdę! przeuroczo) zorientowałam się, że nie miałam wpiętego licznika. Także najwolniejsze manewry nie zostały policzone do ogólnej klasyfikacji, stąd tak wysoki wynik. Bo i spowrotem gnałam niesiona wściekłością na A, który raczył mnie pouczać, jak mam jeździć po mieście. Bezczelny;). Ja mam prawko w tym związku;).
avg 20,13 (!!!)
ps-max jest z Jagiellońskiej. mnią. gorzej w drugą stronę.
Po pierwszym pokazie postanowiliśmy przejść na drugą stronę Wałów i tam się gdzieś ulokować wygodnie. I zrobiliśmy błąd. Zamiast objechać spokojnie górą to wpakowaliśmy się w ten tłum. Z ROWERAMI! Były dziwne spojrzenia, współczujące spojrzenia, złośliwe mamrotania pod nosem, humorystyczne komentarze (pani wsiądzie i jedzie, będzie skuteczniej! tak, i włączę wycieraczki! hahahaha), zdziwione miny, jak ktoś wlazł na koło (bo nie patrzy, gdzie lezie). Ale po eonach dodreptaliśmy pod północną latarnię i ulokowaliśmy się za kontenerem śmietnikowym. Wątpliwe walory zapachowe wynagrodziła nam możliwość oparcia rowerów i brak wysokich osób w najbliższym polu widzenia. Po pokazie ruszyliśmy w drogę powrotną. Niczym w grze zręcznościowej mijaliśmy stojące w korku samochody, zapracowanych policmajstrów. A, zarobił trąbę (jak się wjeżdża przed autko, które właśnie ruszyło, to czego się można spodziewać...). I tak dobrze, że trąbę a nie dzwon. Gdy już wyjeżdżaliśmy z najgorszego korka (ależ zabawa! naprawdę! przeuroczo) zorientowałam się, że nie miałam wpiętego licznika. Także najwolniejsze manewry nie zostały policzone do ogólnej klasyfikacji, stąd tak wysoki wynik. Bo i spowrotem gnałam niesiona wściekłością na A, który raczył mnie pouczać, jak mam jeździć po mieście. Bezczelny;). Ja mam prawko w tym związku;).
avg 20,13 (!!!)
ps-max jest z Jagiellońskiej. mnią. gorzej w drugą stronę.

