Pierwsza dłuższa wyprawa
Sobota, 24 maja 2008
· Komentarze(0)
Kategoria trochę dalej
Pierwsza dłuższa wyprawa tego sezonu. A wszystko przez moje harcerki. Jedna z nich zaproponowała wycieczkę rowerową, co spotkało się z zainteresowaniem kilku osób i cóż, nie miałam wyjścia. Musiałam w sobotni poranek zebrać się w sobie, dojechać na Słoneczne, pokulać się po Puszczy Bukowej a potem jeszcze wrócić. I o dziwo udało się, choć nie było łatwo...
Najważniejszym problemem był brak roweru. Bo jak pojechać na wycieczkę rowerową bez roweru? A Contessa wciąż jeszcze nie doszła... Kupiliśmy zwyczajne pedały, odgrzebaliśmy moje bardzo stare siodło i zamontowaliśmy to wszystko na rowerze Adama. Wytargałam go na dwór, żeby sprawdzić jak się sprawuje. Uwierzcie mi, czułam się jak Superman lecący na spotkanie z Robinem... Rozciągnięta jak na torturach objechałam blok i wróciłam zdołowana do domu. nie było innego wyjścia jak przedzwonić do Mai - nowej właścicielki mojego ukochanego grata i spytać czy poratuje biedną przyszłą szwagierkę... Całe szczęście się zgodziła, więc w sobotni poranek podjechaliśmy na Pomorzany autobusem po rower.
Droga na Słoneczne minęła szybko. 45 minut ze średnią prawie 18 to, jak na mnie, bardzo ładnie. I tylko trochę się bałam na początku, bo przecież ostatnio tylko na holendrze a to przecież inna geometria. No i ruch uliczny... Ale dojechałam.
Etap kulania się po Puszczy Bukowej z czterema małoletnimi rowerzystkami (12-14 lat) przebiegał dość spokojnie. Kolorytu dodawała Karolinka, która radośnie pedałując cały czas na przełożeniu około 1:3 (bo jej tak wygodnie) wyjeżdżała co chwilę na ulicę zanim dojechaliśmy do lasu a w samym lesie powtarzając, że na rowerze siedziała 2 lata temu, marudziła, że ciężko. No i wtedy też wydarzyła się rzecz najgorsza... Na jednym z postojów zostawiłam moje okularki kochane... W drodze powrotnej już ich tam nie było :( Droga jest często uczęszczana przez ludzi na rowerach, w samochodach czy pieszo, także pewnie ktoś się bardzo ucieszył z niespodziewanego podarunku... A niech mu się porysują i połamią! No! Co do dziewczyn to dały radę. Jestem z nich dumna:-)
Powrót był już dużo trudniejszy. Choćby ze względu na narastającą migrenę... Po drodze jeszcze zajechałam do jednej z harcerek dać jej przesyłkę i trafiłam na jej mamę, która miała ochotę z kimś pogadać;-) Także jakieś 20 minut spędziłam na kanapie głaszcząc kota;-) Wracało mi się naprawdę z minuty na minutę coraz gorzej. Moje migreny są dość silne a jeszcze zaczął dokuczać mi głód. Skusiłam się więc na Wyszyńskiego na kupno banana w budce warzywnej przez co zafundowałam sobie 15 minutową przerwę bo pan warzywny również miał dzień na gadanie... Rozmawialiśmy sobie o samochodach i nauce jazdy;-) Jeszcze przy amfiteatrze wchłonęłam duże lody (takie sobie, średnio polecam) i jakoś doturlałam się do domu. Wprowadziłam rower i padłam... Wstałam dopiero jak zaczęły działać leki...
Wyprawa bardzo fajna. I byłabym w 100% zadowolona gdyby nie ta migrena. Nie bardzo wiem skąd się wzięła. Czy z wysiłku? Z ucisku głowy kaskiem? Z ucisku ramion przez plecak? Ze zbyt małej ilości wody bądź jedzenia? Podejrzewam, że wszystkie te czynniki miały duże znaczenie, jednak wolałabym wiedzieć na pewno...
Dodaję resztę statów: AVG-13.78 i MAX-31.
P.S. Rower oddaję Mai w poniedziałek. Również w poniedziałek ma przyjść moja Contessa :-))))
Najważniejszym problemem był brak roweru. Bo jak pojechać na wycieczkę rowerową bez roweru? A Contessa wciąż jeszcze nie doszła... Kupiliśmy zwyczajne pedały, odgrzebaliśmy moje bardzo stare siodło i zamontowaliśmy to wszystko na rowerze Adama. Wytargałam go na dwór, żeby sprawdzić jak się sprawuje. Uwierzcie mi, czułam się jak Superman lecący na spotkanie z Robinem... Rozciągnięta jak na torturach objechałam blok i wróciłam zdołowana do domu. nie było innego wyjścia jak przedzwonić do Mai - nowej właścicielki mojego ukochanego grata i spytać czy poratuje biedną przyszłą szwagierkę... Całe szczęście się zgodziła, więc w sobotni poranek podjechaliśmy na Pomorzany autobusem po rower.
Droga na Słoneczne minęła szybko. 45 minut ze średnią prawie 18 to, jak na mnie, bardzo ładnie. I tylko trochę się bałam na początku, bo przecież ostatnio tylko na holendrze a to przecież inna geometria. No i ruch uliczny... Ale dojechałam.
Etap kulania się po Puszczy Bukowej z czterema małoletnimi rowerzystkami (12-14 lat) przebiegał dość spokojnie. Kolorytu dodawała Karolinka, która radośnie pedałując cały czas na przełożeniu około 1:3 (bo jej tak wygodnie) wyjeżdżała co chwilę na ulicę zanim dojechaliśmy do lasu a w samym lesie powtarzając, że na rowerze siedziała 2 lata temu, marudziła, że ciężko. No i wtedy też wydarzyła się rzecz najgorsza... Na jednym z postojów zostawiłam moje okularki kochane... W drodze powrotnej już ich tam nie było :( Droga jest często uczęszczana przez ludzi na rowerach, w samochodach czy pieszo, także pewnie ktoś się bardzo ucieszył z niespodziewanego podarunku... A niech mu się porysują i połamią! No! Co do dziewczyn to dały radę. Jestem z nich dumna:-)
Powrót był już dużo trudniejszy. Choćby ze względu na narastającą migrenę... Po drodze jeszcze zajechałam do jednej z harcerek dać jej przesyłkę i trafiłam na jej mamę, która miała ochotę z kimś pogadać;-) Także jakieś 20 minut spędziłam na kanapie głaszcząc kota;-) Wracało mi się naprawdę z minuty na minutę coraz gorzej. Moje migreny są dość silne a jeszcze zaczął dokuczać mi głód. Skusiłam się więc na Wyszyńskiego na kupno banana w budce warzywnej przez co zafundowałam sobie 15 minutową przerwę bo pan warzywny również miał dzień na gadanie... Rozmawialiśmy sobie o samochodach i nauce jazdy;-) Jeszcze przy amfiteatrze wchłonęłam duże lody (takie sobie, średnio polecam) i jakoś doturlałam się do domu. Wprowadziłam rower i padłam... Wstałam dopiero jak zaczęły działać leki...
Wyprawa bardzo fajna. I byłabym w 100% zadowolona gdyby nie ta migrena. Nie bardzo wiem skąd się wzięła. Czy z wysiłku? Z ucisku głowy kaskiem? Z ucisku ramion przez plecak? Ze zbyt małej ilości wody bądź jedzenia? Podejrzewam, że wszystkie te czynniki miały duże znaczenie, jednak wolałabym wiedzieć na pewno...
Dodaję resztę statów: AVG-13.78 i MAX-31.
P.S. Rower oddaję Mai w poniedziałek. Również w poniedziałek ma przyjść moja Contessa :-))))

