Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2008

Dystans całkowity:133.47 km (w terenie 10.00 km; 7.49%)
Czas w ruchu:10:24
Średnia prędkość:12.83 km/h
Liczba aktywności:8
Średnio na aktywność:16.68 km i 1h 18m
Więcej statystyk

Contessa już jest! Dojechała!

Poniedziałek, 26 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Contessa już jest! Dojechała! Moja śliczna:D

Nieco po 15stej wsiadłam na mój stary rower celem odwiezienia go nowej właścicielce i odebrania przesyłki z rowerem w środku a także odwiedzenia mamy Adama z okazji Dnia Matki:-). Po drodze złapał mnie Adam i tak sobie pedałowaliśmy nieco okrężną drogą na Pomorzany. Po przyjeździe (dist-9.67, avg-15.09, time-38:29, max-27) okazało się, że przesyłka nadal siedzi w magazynie i przyjedzie dopiero o 19:30...

Ale czekaliśmy cierpliwie. A jak już zajechała to szybciutko rozpakowałam i SAMA ZŁOŻYŁAM DO KUPY! :D Siodełko, przednie koło, kierownica i pedały. A potem jazda próbna - cel:dom. Jedzie się bajecznie! Nie dość, że rower śliczny i dość lekki to jeszcze jakoś lekko się go prowadzi. Tylko szkoda, że przerzutki są niewyregulowane... A i w pewnym momencie coś zaczęło jakby stukać. Im szybciej się jechało tym szybciej stukało. Nasłuchiwałam i nasłuchiwałam pełna obaw, że zaraz mi się moja nówka sztuka rozleci. Nawet zatrzymaliśmy się sprawdzić co to i po obsłuchaniu całego roweru okazało się, że nie zdjęłam naklejki z przedniej przerzutki i zahaczała ona o zębatkę ^_^'. Do domku dojechaliśmy w 34 minuty (to przez to nasłuchiwanie i zatrzymywanie się) i teraz rowerek stoi sobie i ładnie wygląda;-)

Pierwsza dłuższa wyprawa

Sobota, 24 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria trochę dalej
Pierwsza dłuższa wyprawa tego sezonu. A wszystko przez moje harcerki. Jedna z nich zaproponowała wycieczkę rowerową, co spotkało się z zainteresowaniem kilku osób i cóż, nie miałam wyjścia. Musiałam w sobotni poranek zebrać się w sobie, dojechać na Słoneczne, pokulać się po Puszczy Bukowej a potem jeszcze wrócić. I o dziwo udało się, choć nie było łatwo...

Najważniejszym problemem był brak roweru. Bo jak pojechać na wycieczkę rowerową bez roweru? A Contessa wciąż jeszcze nie doszła... Kupiliśmy zwyczajne pedały, odgrzebaliśmy moje bardzo stare siodło i zamontowaliśmy to wszystko na rowerze Adama. Wytargałam go na dwór, żeby sprawdzić jak się sprawuje. Uwierzcie mi, czułam się jak Superman lecący na spotkanie z Robinem... Rozciągnięta jak na torturach objechałam blok i wróciłam zdołowana do domu. nie było innego wyjścia jak przedzwonić do Mai - nowej właścicielki mojego ukochanego grata i spytać czy poratuje biedną przyszłą szwagierkę... Całe szczęście się zgodziła, więc w sobotni poranek podjechaliśmy na Pomorzany autobusem po rower.

Droga na Słoneczne minęła szybko. 45 minut ze średnią prawie 18 to, jak na mnie, bardzo ładnie. I tylko trochę się bałam na początku, bo przecież ostatnio tylko na holendrze a to przecież inna geometria. No i ruch uliczny... Ale dojechałam.

Etap kulania się po Puszczy Bukowej z czterema małoletnimi rowerzystkami (12-14 lat) przebiegał dość spokojnie. Kolorytu dodawała Karolinka, która radośnie pedałując cały czas na przełożeniu około 1:3 (bo jej tak wygodnie) wyjeżdżała co chwilę na ulicę zanim dojechaliśmy do lasu a w samym lesie powtarzając, że na rowerze siedziała 2 lata temu, marudziła, że ciężko. No i wtedy też wydarzyła się rzecz najgorsza... Na jednym z postojów zostawiłam moje okularki kochane... W drodze powrotnej już ich tam nie było :( Droga jest często uczęszczana przez ludzi na rowerach, w samochodach czy pieszo, także pewnie ktoś się bardzo ucieszył z niespodziewanego podarunku... A niech mu się porysują i połamią! No! Co do dziewczyn to dały radę. Jestem z nich dumna:-)

Powrót był już dużo trudniejszy. Choćby ze względu na narastającą migrenę... Po drodze jeszcze zajechałam do jednej z harcerek dać jej przesyłkę i trafiłam na jej mamę, która miała ochotę z kimś pogadać;-) Także jakieś 20 minut spędziłam na kanapie głaszcząc kota;-) Wracało mi się naprawdę z minuty na minutę coraz gorzej. Moje migreny są dość silne a jeszcze zaczął dokuczać mi głód. Skusiłam się więc na Wyszyńskiego na kupno banana w budce warzywnej przez co zafundowałam sobie 15 minutową przerwę bo pan warzywny również miał dzień na gadanie... Rozmawialiśmy sobie o samochodach i nauce jazdy;-) Jeszcze przy amfiteatrze wchłonęłam duże lody (takie sobie, średnio polecam) i jakoś doturlałam się do domu. Wprowadziłam rower i padłam... Wstałam dopiero jak zaczęły działać leki...

Wyprawa bardzo fajna. I byłabym w 100% zadowolona gdyby nie ta migrena. Nie bardzo wiem skąd się wzięła. Czy z wysiłku? Z ucisku głowy kaskiem? Z ucisku ramion przez plecak? Ze zbyt małej ilości wody bądź jedzenia? Podejrzewam, że wszystkie te czynniki miały duże znaczenie, jednak wolałabym wiedzieć na pewno...

Dodaję resztę statów: AVG-13.78 i MAX-31.

P.S. Rower oddaję Mai w poniedziałek. Również w poniedziałek ma przyjść moja Contessa :-))))

Wieczorkiem do Hajdera na spotkanie

Czwartek, 22 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Wieczorkiem do Hajdera na spotkanie Kręgu. Na holendrze oczywiście, bo Contessy wciąż nie ma... [ale dziś pojawiło się światełko w tunelu! być może już w poniedziałek będę miała Rower!]. Powrót grubo po 23ciej z przednią lampką zamontowaną za pomocą taśmy klejącej;-) Bo dynamo jest źle ustawione a nie mogłam znaleźć gumki do mocowania lampki... a że Polak potrafi;-).
Generalnie jakoś szybko się męczę, kolana bolą. Po tej 'wycieczce' bolały mnie też uda i pachwiny. Czyżbym się forsowała?

ps-zaczynam mieć złe wrażenie odległości. Chyba muszę sprawdzić rzeczywiste odległości na mieście, bo pędziłam a tu takie słabe staty...

Na Pomorzany i z powrotem

Niedziela, 18 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Znów po szczecińskich dziurach i śmieszkach rowerowych. Ot tak do pracy w towarzystwie A., potem na Pomorzany a następnie do domku. Przy okazji test sakwy (ok 8 kg ładunku!), tylnego koła i moich umiejętności w jeździe z jednostronnym obciążeniem - wieźliśmy całkiem spore zakupy żywieniowe z pomorzańskiego Carrefoura do domu. Sakwa wytrzymała, tylne koło również. Ja natomiast ledwo ledwo, bo jednak ciężko pod górkę podjechać, zwłaszcza, że znów kolana bolą (mimo, że wcinam tą glukozaminę)...

PS - wciąż jeszcze czekam na moją Contessę...

Niedzielna przejażdżka.

Niedziela, 11 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Niedzielna przejażdżka.

Adam wybierał się z Mietkiem do lasku Arkońskiego pobrykać po górkach. Patrząc jak się zbiera pomyślałam, że też chcę. Oczywiście górki nie dla mnie bo nadal tylko holender w mym posiadaniu, więc postanowiłam, że go chociaż "odprowadzę" do Pomnika Czynu Polaków, gdzie był umówiony z M. Na miejscu zamieniłam się z M. na chwilę rowerami. Zapomniawszy, że moje hamulce są do kitu zleciałam z siodełka naciskając za mocno jego hamulce... M. chciał wiedzieć ile to moje "cudo" waży. Niestety nie wiedziałam. Może jak A. wróci to będzie mi się chciało sprawdzić. W każdym razie spowrotem jechałam kawałek z nimi. Kiedy jednak odbili w stronę lasku a ja miałam skręcać do domu myśl o rowerowaniu była silniejsza ode mnie i pojechałam dalej prosto w stronę Głębokiego. Droga jest w miarę prosta, częściowo asfaltowana, częściowo ziemna (gdzie trochę ciężko mi się jechało, bo ziemia w tej temperaturze zrobiła się piaszczysta a moje łyse oponki ślizgały się na niej niemiłosiernie) a częściowo taka żwirowa (i wszędzie mnóstwo ludzi dzisiaj...). Na tej żwirowej o dziwo jechało mi się tak gładziutko jak po asfalcie! Czysta przyjemność:D Na koniec wdrapałam się pod górkę i doturlałam do domu. Bardzo przyjemny wypad:-)

Aha, biorę glukozaminę od kilku dni, ale wyrokować będę dopiero po dwóch miesiącach przyjmowania. Bo póki co to jeszcze za krótko na efekty.

Dystans i czas znów orientacyjne. Może by tak pomyśleć o liczniku...

ps-jakaś malutka dziewczynka pomykająca na malutkim rowerku pod okiem taty stwierdziła, że mój rower nie ma opon;-)

Do i z pracy holendrem.

Niedziela, 4 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Do i z pracy holendrem. Obserwuję coraz więcej niewykorzystanych możliwości budowy ścieżek rowerowych. Chodnik szeroki na 5-6 metrów, po którym rzadko kto chodzi. Połowę można by przeznaczyć na dobrą, dwukierunkową ścieżkę. Albo chodnik wzdłuż którego ciągnie się metrowej szerokości pas asfaltowany na równym poziomie z chodnikiem. Nieoznaczony jako ścieżka, choć mógłby łatwo nią się stać. A tak to sporadycznie parkują na nim auta. I jeszcze mała głupotka - ścieżka rowerowa dochodzi do ulicy i ciągnie się też po drugiej stronie ale obok przejścia dla pieszych nie ma przejazdu dla rowerów. Że niby mam zejść i przeprowadzić? Ehs, Szczecin...

ps-kolana bolą... chyba czas na jakąś glukozaminę czy coś...

Na Pomorzany i z powrotem

Sobota, 3 maja 2008 · Komentarze(0)
Śpiewając przeboje z pierwszego Polskiego Topu Wszechczasów by radiowa Trójeczka (lecącego z słuchawek) pognałam (no powiedzmy;-) ) na holendrze na Pomorzany i z powrotem. Taka piękna pogoda więc nie mogłam już wysiedzieć w domu. Pojechałam sama, bo mój mężczyzna oblega łóżko od kilku dni (ten to wybiera sobie terminy na chorowanie...).

Trasa już znana, więc kilometrówka znana. Czas znów orientacyjny, bo znów zapomniałam spojrzeć za zegarek a i na Pomorzanach nie wiem jak długi postój miałam. Gdy wracałam jechałam pod wiatr, więc zmarzły mi uszka. Muszę coś wykombinować, bo nie lubię tak... Przy okazji znalazłam sposób na te przeskakujące przerzutki - przy podjeździe trzeba trzymać dźwignię na jedynce, to nie wskoczy na dwójkę. Głupie ale skuteczne. Jeszcze jeden tip - podjazd wydaje się być łatwiejszy gdy pedałuje się piętami;-) Kolejna głupota ale dość skuteczna;-).

I tak sobie jechałam w późno popołudniowym słońcu fałszując polskie przeboje. Na podjazdach wymiękałam i poruszałam bezgłośnie ustami. Ciekawe jak głupio wygląda rowerzystka jadąca z górki, trzymająca stopy na ramie i śpiewająca "żebrząc wciąż o benzynę gnałem przez noc, silnik rzęził ostatkiem sił!" ;-)

Do i z pracy = po mieście

Piątek, 2 maja 2008 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Do i z pracy = po mieście holendrem.
To był szalony pomysł... Odpadają mi teraz uda. Szczecin nie jest płaskim miastem, wręcz przeciwnie. A mój holender jest ciężki i ma tylko trzy przełożenia. Co gorsza nie zawsze wchodzą. Staty są na oko, bo nie mam licznika a i na zegarek patrzyłam pobieżnie.
Holender wymaga wyregulowania i naprawienia, choć te wszystkie zgrzyty, trzaski i skrzypnięcia mają jednak swój urok;-)