dom>Dąbie>Słoneczne>dom
Niedziela, 28 września 2008
· Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Mieliśmy w planach skoczyć na cmentarz do Dąbia a potem na Słonko do mojej rodzinki siostrę pożegnać przed wyjazdem do Wiednia na pół roku. Cały poranek zastanawialiśmy się jak rozwiązać sprawę transportu. Piękna pogoda zadecydowała, że załatwimy to wszystko na rowerze.
Do Dąbia jechało się bardzo przyjemnie. Cieplutko (musieliśmy się po drodze rozdziać z polarów ubranych na wszelki wypadek), bez wiatru, w słoneczku. Gdy ruszaliśmy z Dąbia na Słonko zaczynało już wiać z lekka. Tuż przed dworcem PKP coś zaszeleściło mi przy tylnym kole. Stwierdziłam, że jak nic to liść się wkręcił i jechałam dalej. Niestety coraz trudniej mi to przychodziło, także koło dworca zerknęłam na tylne koło. TOTALNY FLAK!! Zatrzymaliśmy się na ławeczce. Sporawy kawałek szkła przebił oponę i rozwalił dętkę. MOJA PIERWSZA DZIURA W DĘTCE I OPONIE! Załatałam obydwie. Pierwszy raz robiłam to sama (z podpowiedziami od Adama). Pojechaliśmy dalej.
Po pysznym obiedzie ruszyliśmy z obolałymi tyłkami do domu. Średnia 17 jak zwykle po dotarciu do domu wynosiła sporo mniej. Ach te podjazdy... Najgorszy koło zamku, ledwo się wlokłam...
A dziś (dnia następnego, kiedy piszę tę relację) boli mnie wszystko, a najbardziej uda, kolana i zadek ;-) Ale nie żałuję, bo być może to mój ostatni wypad w tym sezonie. Kto wie, jak to będzie z tą pogodą teraz...
avg - 15,77
max - 45,85
Do Dąbia jechało się bardzo przyjemnie. Cieplutko (musieliśmy się po drodze rozdziać z polarów ubranych na wszelki wypadek), bez wiatru, w słoneczku. Gdy ruszaliśmy z Dąbia na Słonko zaczynało już wiać z lekka. Tuż przed dworcem PKP coś zaszeleściło mi przy tylnym kole. Stwierdziłam, że jak nic to liść się wkręcił i jechałam dalej. Niestety coraz trudniej mi to przychodziło, także koło dworca zerknęłam na tylne koło. TOTALNY FLAK!! Zatrzymaliśmy się na ławeczce. Sporawy kawałek szkła przebił oponę i rozwalił dętkę. MOJA PIERWSZA DZIURA W DĘTCE I OPONIE! Załatałam obydwie. Pierwszy raz robiłam to sama (z podpowiedziami od Adama). Pojechaliśmy dalej.
Po pysznym obiedzie ruszyliśmy z obolałymi tyłkami do domu. Średnia 17 jak zwykle po dotarciu do domu wynosiła sporo mniej. Ach te podjazdy... Najgorszy koło zamku, ledwo się wlokłam...
A dziś (dnia następnego, kiedy piszę tę relację) boli mnie wszystko, a najbardziej uda, kolana i zadek ;-) Ale nie żałuję, bo być może to mój ostatni wypad w tym sezonie. Kto wie, jak to będzie z tą pogodą teraz...
avg - 15,77
max - 45,85

