Na obiadek do przyszłej teściowej. Po drodze dwie bezczelne kobiety na ścieżce. Zeszły ale były niemiłe. I głuchy facet, jak pomnik. Nie zareagował nawet jak spytałam czy głuchy jest. Totalna obojętność i zlewka. Droga powrotna była szybciutka, bo kropiło i zrobiło się chłodno. Jedna pani na ścieżce - zeszła i przeprosiła. Generalnie nic szczególnego, ot tak sobie.
Sobotnia słoneczna pogoda tak nas zaskoczyła, że na niedzielę zaplanowaliśmy wycieczkę. Niewiele brakowało a zrezygnowalibyśmy, ponieważ nie było tak słonecznie jak w prognozach. Ale zjedliśmy obiadek i wyruszyliśmy na standardową trasę. Szybko okazało się, że wiatr jest jednak zimny i uszka nam marzną ale nie zrażaliśmy się. W lesie, po zjechaniu z utwardzonej trasy, trafiliśmy na resztki śniegu i mnóstwo błota. Jak dla mnie niesamowita przygoda! Jeszcze nie jeździłam w takich warunkach i bawiłam się cudnie. Adam trochę mniej;-). Nie jechaliśmy daleko, żeby się nie przemęczyć za pierwszym razem. Wróciliśmy bardzo zadowoleni. To będzie dobry sezon:-). avg - 11,44
Rower jest dodatkiem do mojego poplątanego życia, ale dodatkiem miłym, z którego bardzo ciężko byłoby mi zrezygnować.
Mam dwa rowerki - przywieziony w 2006 r. z Holandii tradycyjny rower miejski, nieco sfatygowany, używany, ale własnoręcznie kupiony ;-) oraz Contessę 40 Scotta z 2008 roku:].
Nie jestem wybitną rowerzystką, jeżdżę niewiele, niezbyt szybko i raczej nie forsownie. Nie ma co podziwiać;-).