Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2009

Dystans całkowity:148.15 km (w terenie 2.00 km; 1.35%)
Czas w ruchu:10:39
Średnia prędkość:13.91 km/h
Maksymalna prędkość:47.74 km/h
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:24.69 km i 1h 46m
Więcej statystyk

Do pracy a z pracy na Pomorzany

Niedziela, 26 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
W niedzielę niestety miałam dyżur na monitoringu przez co ominęła mnie przyjemność uczestnictwa w Wielkim Przejeździe Rowerowym... Posiedziałam za to 8 godzin obserwując rowerzystów, przechodniów, pana z fujarką, który postanowił odcedzić kartofelki prawie pod oknem strażnicy... Do pracy niestety musiałam też gnać z powodu zatargu z A. i późnym wyjściem z domu. Nigdy chyba jeszcze tak się na rowerze nie śpieszyłam... Po pracy zaś kupiłam baterie do lampki (bo zdechła) i Liona (bo ja prawie zdechłam z głodu) i pognałam na Pomorzany. Tam najadłszy się z okazji urodzin siostry A. zabrałam A. i wróciliśmy do domu. Szczerze mówiąc tamtego dnia byłam totalnie wyczerpana po wszystkim...

Masa krytyczna

Piątek, 24 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Rzadko zdarza mi się trafić na masę krytyczną. Ten raz spowodowany był przeniesieniem zbiórki na sobotę i bardzo jestem z tego zadowolona, ponieważ masa była zdecydowanie udana. Piękna pogoda, wspaniali ludzie, długa i ciekawa trasa po mieście. Okazało się również, że przez pewien odcinek wlókł się za nami mój Tata w samochodzie;-). Oby częściej udawało mi się być na masie.

Do pracy a po pracy przejażdżka

Wtorek, 21 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Pojechałam rowerkiem do pracy (na Głębokie na monitoring przeciwpożarowy) czym zyskałam sobie plusa u Mariusza. Po pracy odebrał mnie Adam i pojechaliśmy na przejażdżkę do centrum wrzucić kupony do skrzynki (trzeba wygrać mieszkanie z Kuriera;]). W drodze do domu zeszliśmy do przejścia podziemnego, gdzie w niedzielę odbyło się malowanie graffiti. Prace artystów (nie tylko tutejszych!) bardzo mi się podobały. Od razu przejście wydaje się przyjemniejsze. Później pognaliśmy do domu jak najszybciej się dało, bo Adam nie wziął żadnej bluzy (a zrobiło się bardzo chłodno) a ponadto w domu został telefon z ustawionym alarmem na godzinę 20stą...

Będę starała się dojeżdżać na Głębokie na monitoring rowerem tak często, jak to będzie możliwe. Zawsze te 10km dziennie zrobię a i może pupcia moja się wytrenuje i boleć nie będzie.

Świąteczne wypoczywanie

Poniedziałek, 13 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Zostaliśmy zaproszeni przez moich rodziców na świąteczny obiadek. Pogoda tego dnia była przecudna, więc zdecydowaliśmy się wyjść wcześniej i porowerować dla przyjemności, bez pośpiechu i trochę po Puszczy. Niestety nasz bezpośpiech był na tyle spory, że Puszczy niewiele obejrzeliśmy w drodze do rodziców. Chciałam pokazać Adamowi zbudowane na dziko wielkie tipi nieopodal cmentarza w Zdrojach i w zasadzie większość drogi przez kawałek lasu pokonaliśmy pieszo pchając rowery pod górkę). Z powrotem już było nieco lepiej - objechaliśmy Szmaragdowe i pędząc Kopalnianą w dół przekroczyliśmy dopuszczalną prędkość (30km/h)... ;-) Ja nawet nie machnęłam ani razu pedałami na tym zjeździe, natomiast Adam dokręcał mocno i osiągnął imponujące przekroczenie dopuszczalnej prędkości;-).

Wycieczkę zaliczam zdecydowanie do udanych. Ale równie zdecydowanie muszę sobie kupić spodenki z pampersem. Chyba jestem zbyt delikatna...


Tu wpis Adama, ze zdjęciami

Przejażdżka do pracy A.

Sobota, 11 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Miała być miła przejażdżka sobotnia po sprzątaniu domku ale gdy już się wyszykowaliśmy zadzwonili do Adama z pracy, że cosik się tam popsuło i niestety kierunek wycieczki uległ zmianie z Głębokiego na wyspę Pucką. Dokulaliśmy się, zwiedziłam pokój informatyków i wróciliśmy. Ale było miło:-)
avg-14,47

Z lewo na prawo w pięknym słońcu

Sobota, 4 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Miałam jechać na Wzgórze na szkolenie a pogoda była tak piękna, że wybrałam się tam rowerem. Już od początku pobolewała mnie zadnia strona ciała. Czyżby przeczuwała jak to się skończy?;-) Na Błoniach zatrzymałam się z wrażenia - ta ilość rozkwitniętych krokusów zachwyciła mnie przeogromnie! Dobrze, że nie miałam aparatu, bo bym się jeszcze bardziej na to szkolenie spóźniła... Tuż za Urzędem Miasta spotkałam pewnego starszego pana i tempo mojej jazdy spadło z ok 20 na 12-15... Ale za to pogawędka była bardzo miła. Dodam jeszcze, że pan wziął mnie za co najwyżej maturzystkę i był wielce zdziwiony, że ja już po studiach. Rozstaliśmy się przy alei kwiatowej i resztę drogi popędziłam już swoim tempem. Niestety miałam wielki problem, żeby podjechać pod samo Wzgórze. Końcówkę przeczłapałam na nogach. Trochę porażka, taka marna kondycja. Ale tłumaczę to sobie, że to tak po zimie. Następne kilka godzin spędziłam z rowerkiem (i innymi) wygrzewając się na słoneczku o czym mogą świadczyć moje spieczone przedramiona... Przyjechał Adaś i wybraliśmy się do moich rodziców na kolację. Po kolacji, gdy już mocno się ściemniało, popędziliśmy do domu. Pod koniec trasy pojękując z bólu zadka.;-) Mimo to wycieczkę uważam za udaną!
avg 14,29