Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2009

Dystans całkowity:201.08 km (w terenie 25.00 km; 12.43%)
Czas w ruchu:13:01
Średnia prędkość:15.45 km/h
Maksymalna prędkość:34.98 km/h
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:13.41 km i 0h 52m
Więcej statystyk

Nad jezioro Świdwie

Niedziela, 26 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria trochę dalej
Jako, że wycieczka nad morze musiała ulec odwołaniu, postanowiliśmy spędzić dzionek na rowerze. Dzięki sile Blipa pojawił się pomysł podróży nad jezioro Świdwie. Spisałam trasę przedstawioną przez jednego z blipowiczów, zapakowałam mapę i ruszyliśmy z samego rana.

Przejechawszy drogę, którą pokonuję do pracy (gdy mam dyżury na Głębokim) wjechaliśmy do lasu na czerwony szlak. Jechaliśmy nim aż do Bartoszewa. Część lasu znałam, gdyż leśniczy jeden i drugi mnie tam wozili kilkukrotnie. Gdy już jechaliśmy długo lasami państwowymi drogę przebiegła nam sarna a raczej koziołek. Fikał sobie bezgłośnie. Dobry to znak? ;-)

W Bartoszewie przy działkach przyjrzawszy się mapie skręciliśmy na szosę w lewo. Zamiast jednak dojechać do Żółtewa dotarliśmy do Grzepnicy. Nie powiem, droga była wyborna. Zero samochodów, przestrzenie pól po obu stronach. Ale nie tak trasa nasza miała prowadzić. Okazało się, że mapa, którą ze sobą zabraliśmy, jest na tyle stara, że od czasu jej wydania zmienił się układ dróg...* Nie bardzo wiedząc w którą stronę ruszyć skręciliśmy w prawo i pojechaliśmy niewielką dróżką. Wkrótce zmieniła się na ziemną a my nadal nie wiedzieliśmy, czy dobrze jedziemy.

Pędząc sobie przez pola i lasy zastanawialiśmy się, jak skończy się ta wyprawa. W pewnym momencie zobaczyliśmy kierunkowskaz "Świdwie"! Hurra, jesteśmy uratowani! Popędziliśmy drogą, którą wskazywał drogowskaz, jednak znów pojawiły się wątpliwości. Otóż droga rozwidlała się. Wybraliśmy odnogę lewą, bardziej uczęszczaną. Za chwilę zatrzymał się przy nas samochód jadący z naprzeciwka z parą staruszków. Pan kierowca zapytał, czy nie wiemy, którędy do Świdwia. Oparliśmy, że nie i pożegnaliśmy się. Teraz dopiero ogarnęły nas ogromne wątpliwości... Mimo to pedałowaliśmy dalej. W pewnym momencie zobaczyliśmy kolejny drogowskaz! Uspokoiliśmy się nieco a napotkani rowerzyści uspokoili nas do końca mówiąc, że już bliziutko. Dojechaliśmy do jeziora naprawdę szczęśliwi:-)

Po spożyciu śniadanka wjechaliśmy do rezerwatu a następnie wspięliśmy się na wieżę. Niestety, oprócz łabędzi po drugiej stronie jeziora, nie napotkaliśmy żadnych ptaków. Szkoda. Po obejrzeniu sobie jeziorka zabraliśmy się w drogę powrotną. Jadąc inną drogą okazało się, że to bardzo bliziutko pierwszego drogowskazu, który pokazywał sporo dłuższą drogę do jeziora. Później długi kawałek drogi szutrem. Z Tanowa wracaliśmy już szosą, bo Adama bolał zadek. Tak to jest jak się nie jeździ;-). W tym roku ja mam przewagę, bo dużo dojeżdżałam do pracy, a on nie. Wyciskając z siebie ostatnie siły dojechaliśmy do Pilchowa, gdzie wtoczyliśmy się na ścieżkę i już spokojnie doczłapaliśmy się do domu. Zmęczeni, ale szczęśliwi, padliśmy na dywan w pokoju i chwilę leżeliśmy ciesząc się z udanej wycieczki. Oby takich więcej:-)

---
* 1995! makabra;-)

Na ostatni monitoring przed dłuższą przerwą minitoringową dla mnie

Sobota, 25 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Ostatnia jazda do pracy przed dłuższą przerwą w jeżdżeniu do pracy. Najbliższy miesiąc mam spędzić w Dąbiu a przecież nie będę co rano jeździła do Dąbia. Zarobiłabym się już pierwszego dnia... Także prorokuję, że dystans sierpniowy będzie lichy...

Troszkę inaczej

Piątek, 24 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Dziś zamiast skręcić w Wojska Polskiego pojechałam lasem. A to dlatego, że celem był budynek Wydziału. Rower zaparkowałam w socjalnym i wybrałam się do lasu. To nic, że przywiozłam trzy wbite kleszcze i jednego wędrującego... I tak było ciekawie. Potem przejazd do budynku Straży a później już standardowo do domu.
ps-znów coś wcisnęłam i weszłam do edycji. W końcu udało mi się wyjść (podziękowania dla A. za anielską cierpliwość...) ale zegarek się zresetował. Ten licznik mnie przerasta...

Praca:-)

Środa, 22 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Już jestem trochę zmęczona dojazdami. Jutro przerwa - oddanie krwi. Nie wiem czy w piątek pojadę na rowerze. Max na początku - uciekałam przed autobusem;-)

Przez miasto w ukropie

Środa, 22 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Miałam dziś do załatwienia jedną sprawę relacji dom>Reda>Błonia>dom. Wsiadłam więc na rower i pojechałam. Temperatura powietrza w tym czasie rosła. Dobrze, że kask na głowie, bo bym jakiegoś udaru dostała. Ale następnym razem poszukam drogi z mniejszą ilością samochodów, bo płucom na pewno nie służą takie miejskie eskapady pomiędzy rurami wydechowymi. Dwóm osobom zwróciłam uwagę, że lezą po drodze dla rowerów. Jedna pani tłumaczyła się cieniem, którego na chodniku nie było. Wybaczyłam. Rozmowa z panem wyglądała mniej więcej tak:
ja-dlaczego pan idzie po drodze dla rowerów?
on-hmm
ja-tu obok ma pan chodnik
on-a co pani przeszkadza, że idę?
ja-przeszkadza, bo chcę tędy jechać. i łamie pan prawo.
on-doprawdy?
ja-pieszy może poruszać się po drodze dla rowerów, jeśli nie ma chodnika a tu obok jest.
(mija nas grupa idąca po drodze dla rowerów w przeciwną stronę)
on-to proszę im też zwrócić uwagę.
ja-nie rozdwoję się, rozmawiam teraz z panem
on-to niech się pani rozdwoi
Przytkało mnie trochę. Głupi jakiś? Zaraz zszedł na chodnik to podziękowałam i pojechałam. Zjeżdżając po drugiej stronie górki chciałam zahaczyć łokciem jakiegoś lachona idącego środkiem ścieżki ale niestety mi nie wyszło. Następnym razem bardziej się postaram...

Poszukiwania

Wtorek, 21 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Do pracy a z pracy wracając objechałam okoliczne sklepy zoologiczne w poszukiwaniu 20kg Benka. Znalazłam tylko w tym pierwszym;-). Ps-Mickiewicza kolo 15:30 robi się tłoczne, nie wiem jak udało mi się skręcić w lewo;-)

Jak zwykle

Poniedziałek, 20 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Praca, praca, praca. A w pracy Mariusz zagadał do mnie o oponach i pytał o opinię... ;-)

Po pracy załatwiając sprawy

Poniedziałek, 13 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Ten tydzień teoretycznie odpoczywam od roweru, ponieważ mam zmianę w leśnictwie Dąbie a dojazd tam na rowerze na pewno nie byłby czasowo konkurencyjny z transportem miejskim a do tego byłby zbyt męczący (chyba z 15km w jedną stronę...). Ale dziś musieliśmy podjechać do TOZ i naszej ulubionej apteki, więc pojechaliśmy na rowerkach. Przyjemnie, bez obciążenia na plecach, powolutku:-)

Kolejny raz z obciążeniem bez sensu

Sobota, 11 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Znów przed wyjściem do pracy zastanawiałam się, czy pakować lapka czy nie. Chmury były nieciekawe, ale spakowałam. Niestety na marne. Okazało się bowiem, że w pracy jest Mariusz, więc nici z kompa przed 15stą. Chmury się rozlazły i wyszło nawet słoneczko. Po 13stej zaczęłam w radiostacji słyszeć pożegnania, więc nabrałam podejrzeń, że dali 0. Mariusz wrócił z terenu, sprawdził w necie i potwierdził. Nic mi nie pozostało jak się ewakuować do domu. Także znów lapek pojechał w obie strony na marne. No może nie do końca, bo robił za obciążenie, więc kalorie spalały się nieco szybciej. W drodze powrotnej słoneczko świeciło a ja się nie spieszyłam, więc postanowiłam odbić w dwie dróżki, które odchodzą z ulicy, wzdłuż której jadę, a nie wiem dokąd prowadzą. Okazało się, że jedna z nich jest totalnie rozwalonym tylnym wjazdem na teren wojskowy - dojechałam do zerdzewiałej bramy. Drugi natomiast prowadzi do wjazdu na teren toru kolarskiego po czym kończy się nagle. Dalej prowadzi ścieżka, na którą nie wjeżdżałam, bo stoi przy niej znak "military area". W oddali widziałam chłopaka z psem na spacerze, jednak z lapkiem i tak bym się nie pokusiła na wycieczki po wertepach. Z lekka zawiedziona pognałam do domu wyprzedzając po drodze parę rowerzystów.

Niepotrzebne targanie kilogramów

Czwartek, 9 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Znów do pracy. Jakoś tak bardzo zamyślona jechałam a na dodatek co chwila spotykałam policję. Dobrze, że nic się nie stało. Wychodząc z domu zastanawiałam się, czy brać lapka czy może nie doczekam do popołudnia (deszcze zapowiadane). Wzięłam i zrobiłam błąd, bo z pracy wyszłam już przed 14stą... I niepotrzebnie tachałam te kilogramy... No ale cóż.