W drodze powrotnej pojechałam na Pomorzany. Wjazd Włościańską jest straaasznyyy... Obiadek i drogą przez cmentarz, gdzie przez większość czasu jechałam bez trzymanki ;-) nawet przez część dziurawych fragmentów. Jestem z siebie dumna ;-)
Do pracy pędziłam przy wstającym pięknym dniu. No może trochę z chmurkami. Na powrót zapowiedziany był deszcz, ale sytuacja radykalnie uległa zmianie. Przez województwo przetaczały się ogromne burze i nie ominęły i nas. Przez te 13 godzin, które spędziłam w klimatyzowanym pomieszczeniu, przeszły nad miastem dwie burze. Na tyle ogromne, że światło nie raz nam mignęło. Podobno gdzieniegdzie nie było prądu a i jakąś wieś spaliło. Niestety powietrza nie wychłodziło do końca i do domu wracałam w miłym ciepełku, po prawie już suchych drogach. avg 18,21
Do pracy. Trochę więcej km, bo zapomniałam spisać i zorientowałam się w sobotę po kilkuset metrach. Z pracy jechałam szybko, bo tego samego dnia wybieraliśmy się na ślub i wesele a tyle jeszcze było do zrobienia... avg 18,7
Kolejny dzień na rowerze. Po takim maratonie, takich spinach, ledwo już jechałam. Spory wysiłek w obie strony. Ale droga powrotna weselsza. Kupiłam papirusa po okazyjnej cenie. Całkiem spory okaz. Zawiązany w reklamówkę (do połowy, cały pióropusz liści wystawał) przymocowałam do plecaka (uwielbiam ten plecak!) i stworzyłam sobie coś w rodzaju skrzydełka husarskiego. Wystawało toto nieco ponad moją głowę i szumiało podczas jazdy. Byłam taką małą husarią, husarenką ;-) Ludzie się oglądali. Wesoło. avg 18,18
Znów na Pyromagic. Tym razem nieco spokojniej, bo mieliśmy zapas czasu. Niestety nieduży, więc mimo wszystko dość szybko jechaliśmy. Od razu skierowaliśmy się na północną stronę Wałów. Po drodze minęliśmy sytuację WTF na skrzyżowaniu - nikt się nie ruszał, jakiś impas. Minęliśmy wszystkich slalomem ;). Drogę powrotną obraliśmy początkowo inną niż poprzedniego dnia. Ominęliśmy dzięki temu najgorszy korek (choć i tak było mniej ludzi niż w sobotę a i część jeszcze została na pokaz organizatorów). I szybciutko dotarliśmy do domu. avg 18,58 max znów z Jagiellońskiej. Zaskakująco podobny ;-) trzeba go będzie poprawić nieco ;)
Rower jest dodatkiem do mojego poplątanego życia, ale dodatkiem miłym, z którego bardzo ciężko byłoby mi zrezygnować.
Mam dwa rowerki - przywieziony w 2006 r. z Holandii tradycyjny rower miejski, nieco sfatygowany, używany, ale własnoręcznie kupiony ;-) oraz Contessę 40 Scotta z 2008 roku:].
Nie jestem wybitną rowerzystką, jeżdżę niewiele, niezbyt szybko i raczej nie forsownie. Nie ma co podziwiać;-).