Wpisy archiwalne w kategorii

pitu pitu

Dystans całkowity:2075.85 km (w terenie 102.50 km; 4.94%)
Czas w ruchu:132:38
Średnia prędkość:15.65 km/h
Maksymalna prędkość:47.74 km/h
Liczba aktywności:136
Średnio na aktywność:15.26 km i 0h 58m
Więcej statystyk

Do pracy

Poniedziałek, 4 maja 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Wychodząc z klatki miałam licznik w kieszeni. Po wyjęciu i założeniu na sanki okazało się, że jakoś weszłam w tryb edycji. Spiesząc się bardzo nie miałam czasu wracać po instrukcję, więc ruszyłam i w trakcie jazdy próbowałam jakoś z tego wyjść... Połowy trasy do pracy zupełnie przez to nie pamiętam. Szukając wyjścia z edycji przestawiłam sobie język kilkukrotnie (ostatni raz na włoski), zresetowałam zegarek. Chyba też zmieniłam obwód koła i coś jeszcze... Tylko ja tak potrafię. Po powrocie do domu opowieścią o moich perypetiach rozbawiłam Adama prawie do łez...

Także wszystkie dane są podane z przybliżeniem niestety.

Wyprawa niebieskim

Niedziela, 3 maja 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Zaplanowaliśmy sobie wycieczkę na niedzielę, żeby choć trochę wypocząć przez ten weekend majowy spędzony na sprzątaniu. Dojechaliśmy do Głębokiego i zastanawialiśmy się nad dwiema trasami. Wybór padł na szlak niebieski i właśnie nim pojechaliśmy.
Do Pilchowa droga śmieszką rowerową. Miałam raczej średni nastrój na jeżdżenie i wlokłam się niesamowicie przez co Adam się nudził. W Pilchowie skręciliśmy na jakąś nie najlepszą drogę. Zgodnie stwierdziliśmy, że nie jest to złe miejsce do życia i może nawet domy są tańsze niż na Gumieńcach? Mamy jeszcze przynajmniej 2 lata na jakąś decyzję, więc spokojnie. Kawałek dalej natknęliśmy się na hotel dla psów. No proszę, nie wiedziałam, że mamy coś takiego w okolicy. Później kawałek ulicą (wg mnie trochę za długi wobec tego, co było na mapie) i w las. Tutaj już poprawił mi się humor i daliśmy do przodu. Górki, dołki, piach (na którym wymiękłam po pewnym czasie ale Adam próbował do samego końca). Niektóre zjazdy były proste i długie - rozwijałam duże, jak na mnie i warunki, prędkości, choć trochę się bałam. Niektóre zjazdy były trudne technicznie (dla mnie oczywiście) i Adam zatrzymywał się, by zobaczyć jak sobie radzę. Radziłam sobie dość dobrze. W pewnym momencie dojrzeliśmy, że niebieski szlak wiedzie gdzieś po lewej stronie. Przeprawiliśmy się przez strumyk i pojechaliśmy przez gęstwinę. Myślę, że to tam przykolegował się do mnie kleszcz... A szlak gdzieś nam zniknął. Zaczęłam podejrzewać, że to drzewo ktoś po prostu przestawił w inne miejsce;-). Sturlaliśmy się do Białej i pojechaliśmy szybciutko w stronę domku.

Przejażdżkę zaliczam do udanych. Szkoda, że tak mało czasu sobie daliśmy na nią. Choć szczerze mówiąc bolą mnie teraz kolana i znów zaczynam się zastanawiać nad glukozaminą...

Rowerem na "Rowerzystów"

Sobota, 2 maja 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Pojechaliśmy na rowerach na spektakl "Rowerzyści". Dzięki uprzejmości Teatru Współczesnego w Szczecinie rowerzyści mieli udostępniony na podwórku teatru prowizoryczny (ale porządny i ze "stróżem") parking na czas spektaklu. Oczywiście wystroiliśmy się trochę, bo jednak teatr to teatr. A dojazd w takim stroju umożliwił mi oczywiście mój kochany holender. Podobno ludzie się oglądali. I dobrze;-)
Sam spektakl podobał mi się, choć jakaś tam ogromna rewelacja to nie była. Jednak dodając do tego możliwość dojazdu i pozostawienia w bezpiecznym miejscu roweru to stawiam bardzo duży plus dla TW.
ps-holender nadal nie ma swoich sanek do licznika, więc staty na oko.

Do pracy a z pracy na Pomorzany

Niedziela, 26 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
W niedzielę niestety miałam dyżur na monitoringu przez co ominęła mnie przyjemność uczestnictwa w Wielkim Przejeździe Rowerowym... Posiedziałam za to 8 godzin obserwując rowerzystów, przechodniów, pana z fujarką, który postanowił odcedzić kartofelki prawie pod oknem strażnicy... Do pracy niestety musiałam też gnać z powodu zatargu z A. i późnym wyjściem z domu. Nigdy chyba jeszcze tak się na rowerze nie śpieszyłam... Po pracy zaś kupiłam baterie do lampki (bo zdechła) i Liona (bo ja prawie zdechłam z głodu) i pognałam na Pomorzany. Tam najadłszy się z okazji urodzin siostry A. zabrałam A. i wróciliśmy do domu. Szczerze mówiąc tamtego dnia byłam totalnie wyczerpana po wszystkim...

Masa krytyczna

Piątek, 24 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Rzadko zdarza mi się trafić na masę krytyczną. Ten raz spowodowany był przeniesieniem zbiórki na sobotę i bardzo jestem z tego zadowolona, ponieważ masa była zdecydowanie udana. Piękna pogoda, wspaniali ludzie, długa i ciekawa trasa po mieście. Okazało się również, że przez pewien odcinek wlókł się za nami mój Tata w samochodzie;-). Oby częściej udawało mi się być na masie.

Do pracy a po pracy przejażdżka

Wtorek, 21 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Pojechałam rowerkiem do pracy (na Głębokie na monitoring przeciwpożarowy) czym zyskałam sobie plusa u Mariusza. Po pracy odebrał mnie Adam i pojechaliśmy na przejażdżkę do centrum wrzucić kupony do skrzynki (trzeba wygrać mieszkanie z Kuriera;]). W drodze do domu zeszliśmy do przejścia podziemnego, gdzie w niedzielę odbyło się malowanie graffiti. Prace artystów (nie tylko tutejszych!) bardzo mi się podobały. Od razu przejście wydaje się przyjemniejsze. Później pognaliśmy do domu jak najszybciej się dało, bo Adam nie wziął żadnej bluzy (a zrobiło się bardzo chłodno) a ponadto w domu został telefon z ustawionym alarmem na godzinę 20stą...

Będę starała się dojeżdżać na Głębokie na monitoring rowerem tak często, jak to będzie możliwe. Zawsze te 10km dziennie zrobię a i może pupcia moja się wytrenuje i boleć nie będzie.

Świąteczne wypoczywanie

Poniedziałek, 13 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Zostaliśmy zaproszeni przez moich rodziców na świąteczny obiadek. Pogoda tego dnia była przecudna, więc zdecydowaliśmy się wyjść wcześniej i porowerować dla przyjemności, bez pośpiechu i trochę po Puszczy. Niestety nasz bezpośpiech był na tyle spory, że Puszczy niewiele obejrzeliśmy w drodze do rodziców. Chciałam pokazać Adamowi zbudowane na dziko wielkie tipi nieopodal cmentarza w Zdrojach i w zasadzie większość drogi przez kawałek lasu pokonaliśmy pieszo pchając rowery pod górkę). Z powrotem już było nieco lepiej - objechaliśmy Szmaragdowe i pędząc Kopalnianą w dół przekroczyliśmy dopuszczalną prędkość (30km/h)... ;-) Ja nawet nie machnęłam ani razu pedałami na tym zjeździe, natomiast Adam dokręcał mocno i osiągnął imponujące przekroczenie dopuszczalnej prędkości;-).

Wycieczkę zaliczam zdecydowanie do udanych. Ale równie zdecydowanie muszę sobie kupić spodenki z pampersem. Chyba jestem zbyt delikatna...


Tu wpis Adama, ze zdjęciami

Przejażdżka do pracy A.

Sobota, 11 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Miała być miła przejażdżka sobotnia po sprzątaniu domku ale gdy już się wyszykowaliśmy zadzwonili do Adama z pracy, że cosik się tam popsuło i niestety kierunek wycieczki uległ zmianie z Głębokiego na wyspę Pucką. Dokulaliśmy się, zwiedziłam pokój informatyków i wróciliśmy. Ale było miło:-)
avg-14,47

Z lewo na prawo w pięknym słońcu

Sobota, 4 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Miałam jechać na Wzgórze na szkolenie a pogoda była tak piękna, że wybrałam się tam rowerem. Już od początku pobolewała mnie zadnia strona ciała. Czyżby przeczuwała jak to się skończy?;-) Na Błoniach zatrzymałam się z wrażenia - ta ilość rozkwitniętych krokusów zachwyciła mnie przeogromnie! Dobrze, że nie miałam aparatu, bo bym się jeszcze bardziej na to szkolenie spóźniła... Tuż za Urzędem Miasta spotkałam pewnego starszego pana i tempo mojej jazdy spadło z ok 20 na 12-15... Ale za to pogawędka była bardzo miła. Dodam jeszcze, że pan wziął mnie za co najwyżej maturzystkę i był wielce zdziwiony, że ja już po studiach. Rozstaliśmy się przy alei kwiatowej i resztę drogi popędziłam już swoim tempem. Niestety miałam wielki problem, żeby podjechać pod samo Wzgórze. Końcówkę przeczłapałam na nogach. Trochę porażka, taka marna kondycja. Ale tłumaczę to sobie, że to tak po zimie. Następne kilka godzin spędziłam z rowerkiem (i innymi) wygrzewając się na słoneczku o czym mogą świadczyć moje spieczone przedramiona... Przyjechał Adaś i wybraliśmy się do moich rodziców na kolację. Po kolacji, gdy już mocno się ściemniało, popędziliśmy do domu. Pod koniec trasy pojękując z bólu zadka.;-) Mimo to wycieczkę uważam za udaną!
avg 14,29

Na Pomorzany i z powrotem

Sobota, 28 marca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Na obiadek do przyszłej teściowej. Po drodze dwie bezczelne kobiety na ścieżce. Zeszły ale były niemiłe. I głuchy facet, jak pomnik. Nie zareagował nawet jak spytałam czy głuchy jest. Totalna obojętność i zlewka. Droga powrotna była szybciutka, bo kropiło i zrobiło się chłodno. Jedna pani na ścieżce - zeszła i przeprosiła.
Generalnie nic szczególnego, ot tak sobie.

avg:14,58