Kolejny dzień na rowerze. Po takim maratonie, takich spinach, ledwo już jechałam. Spory wysiłek w obie strony. Ale droga powrotna weselsza. Kupiłam papirusa po okazyjnej cenie. Całkiem spory okaz. Zawiązany w reklamówkę (do połowy, cały pióropusz liści wystawał) przymocowałam do plecaka (uwielbiam ten plecak!) i stworzyłam sobie coś w rodzaju skrzydełka husarskiego. Wystawało toto nieco ponad moją głowę i szumiało podczas jazdy. Byłam taką małą husarią, husarenką ;-) Ludzie się oglądali. Wesoło. avg 18,18
Znów na Pyromagic. Tym razem nieco spokojniej, bo mieliśmy zapas czasu. Niestety nieduży, więc mimo wszystko dość szybko jechaliśmy. Od razu skierowaliśmy się na północną stronę Wałów. Po drodze minęliśmy sytuację WTF na skrzyżowaniu - nikt się nie ruszał, jakiś impas. Minęliśmy wszystkich slalomem ;). Drogę powrotną obraliśmy początkowo inną niż poprzedniego dnia. Ominęliśmy dzięki temu najgorszy korek (choć i tak było mniej ludzi niż w sobotę a i część jeszcze została na pokaz organizatorów). I szybciutko dotarliśmy do domu. avg 18,58 max znów z Jagiellońskiej. Zaskakująco podobny ;-) trzeba go będzie poprawić nieco ;)
To był pierwszy dzień piątego Pyromagic. Finału czterech ostatnich lat. Wyszliśmy za późno, dużo za późno. Gnałam okrutnie. Później A. powiedział, że był pod wrażeniem i miał problem z nadążeniem. Niestety fajerwerki rozpoczęły się jak jeszcze byliśmy daleko. Na Wały dojechaliśmy tak gdzieś w połowie pokazu. Stojąc w zupełnie dupnym miejscu nie byliśmy w stanie ani się zachwycić ani docenić... Po pierwszym pokazie postanowiliśmy przejść na drugą stronę Wałów i tam się gdzieś ulokować wygodnie. I zrobiliśmy błąd. Zamiast objechać spokojnie górą to wpakowaliśmy się w ten tłum. Z ROWERAMI! Były dziwne spojrzenia, współczujące spojrzenia, złośliwe mamrotania pod nosem, humorystyczne komentarze (pani wsiądzie i jedzie, będzie skuteczniej! tak, i włączę wycieraczki! hahahaha), zdziwione miny, jak ktoś wlazł na koło (bo nie patrzy, gdzie lezie). Ale po eonach dodreptaliśmy pod północną latarnię i ulokowaliśmy się za kontenerem śmietnikowym. Wątpliwe walory zapachowe wynagrodziła nam możliwość oparcia rowerów i brak wysokich osób w najbliższym polu widzenia. Po pokazie ruszyliśmy w drogę powrotną. Niczym w grze zręcznościowej mijaliśmy stojące w korku samochody, zapracowanych policmajstrów. A, zarobił trąbę (jak się wjeżdża przed autko, które właśnie ruszyło, to czego się można spodziewać...). I tak dobrze, że trąbę a nie dzwon. Gdy już wyjeżdżaliśmy z najgorszego korka (ależ zabawa! naprawdę! przeuroczo) zorientowałam się, że nie miałam wpiętego licznika. Także najwolniejsze manewry nie zostały policzone do ogólnej klasyfikacji, stąd tak wysoki wynik. Bo i spowrotem gnałam niesiona wściekłością na A, który raczył mnie pouczać, jak mam jeździć po mieście. Bezczelny;). Ja mam prawko w tym związku;). avg 20,13 (!!!)
ps-max jest z Jagiellońskiej. mnią. gorzej w drugą stronę.
Wiozłam do pracy plecak pełen po brzegi książkami. Ciężki jak cholera. Wbijający się w plecy. Miałam bardzo mało czasu, ale całkiem dobrze mi się jechało, nawet dość lekko jak na taki bagaż. Natomiast droga powrotna okazała się drogą przez mękę. Lekkie odcinki pokonywałam z trudem, trudniejsze ledwo... Dziwne...
lampka was dead, więc wracałam ścieżką rowerową (dlatego dłużej). jadę sobie jadę, wjeżdżam w ciemny placek (drzewa zasłaniały światło z ulicy) i widzę dwie odblaskowe naszywki policmajstrów. myślę - przerąbane. nie mam światełka. zaraz będzie lipnica. zbliżam się pełna obaw i widzę jak jeden złazi ze ścieżki, którą sobie radośnie dreptał. minęliśmy się w milczącym remisie. ha. avg18,25
Rześko - najfajniejsza pogoda do jazdy. Zaczynasz i jest ci chłodno ale zaraz się rozgrzewasz. Muszę tylko pamiętać o chustce na szyję. Jednak jest potrzebna. avg18,82
Rower jest dodatkiem do mojego poplątanego życia, ale dodatkiem miłym, z którego bardzo ciężko byłoby mi zrezygnować.
Mam dwa rowerki - przywieziony w 2006 r. z Holandii tradycyjny rower miejski, nieco sfatygowany, używany, ale własnoręcznie kupiony ;-) oraz Contessę 40 Scotta z 2008 roku:].
Nie jestem wybitną rowerzystką, jeżdżę niewiele, niezbyt szybko i raczej nie forsownie. Nie ma co podziwiać;-).