W drodze powrotnej pojechałam na Pomorzany. Wjazd Włościańską jest straaasznyyy... Obiadek i drogą przez cmentarz, gdzie przez większość czasu jechałam bez trzymanki ;-) nawet przez część dziurawych fragmentów. Jestem z siebie dumna ;-)
Do pracy pędziłam przy wstającym pięknym dniu. No może trochę z chmurkami. Na powrót zapowiedziany był deszcz, ale sytuacja radykalnie uległa zmianie. Przez województwo przetaczały się ogromne burze i nie ominęły i nas. Przez te 13 godzin, które spędziłam w klimatyzowanym pomieszczeniu, przeszły nad miastem dwie burze. Na tyle ogromne, że światło nie raz nam mignęło. Podobno gdzieniegdzie nie było prądu a i jakąś wieś spaliło. Niestety powietrza nie wychłodziło do końca i do domu wracałam w miłym ciepełku, po prawie już suchych drogach. avg 18,21
Do pracy. Trochę więcej km, bo zapomniałam spisać i zorientowałam się w sobotę po kilkuset metrach. Z pracy jechałam szybko, bo tego samego dnia wybieraliśmy się na ślub i wesele a tyle jeszcze było do zrobienia... avg 18,7
Rower jest dodatkiem do mojego poplątanego życia, ale dodatkiem miłym, z którego bardzo ciężko byłoby mi zrezygnować.
Mam dwa rowerki - przywieziony w 2006 r. z Holandii tradycyjny rower miejski, nieco sfatygowany, używany, ale własnoręcznie kupiony ;-) oraz Contessę 40 Scotta z 2008 roku:].
Nie jestem wybitną rowerzystką, jeżdżę niewiele, niezbyt szybko i raczej nie forsownie. Nie ma co podziwiać;-).