Z rana samego, gdy jeszcze mgła zalegała na polach, wyruszyłam w stronę Przecławia. Tam pomęczyłam się, w miłym towarzystwie ciotki i kuzynek, nad tłumaczeniami i cięższa o wynagrodzenie ruszyłam na spotkanie z Ąż. Po drodze zostawiłam to i owo w domu i pognałam na Głębokie. Tam, wraz z Ąż i jej facetem G, popedałowaliśmy dookoła Głębokiego (z przerwą na polance) a potem pokonywaliśmy niełatwą ścieżkę zdrowia w Lasku Arkońskim. Niełatwą po pod górkę (od końca). Ąż niewprawną rowerzystką jest - boi się zjeżdżać z górek po korzeniach, z górek większych w ogóle i takie tam. Dodatkowo ma problemy z siodłem i przerzutkami. Jej rower to istna zagadka. Niby markowy ale dlaczego z tyłu ma 6 zębatek a manetkę na 8? Oraz dlaczego nikomu do tej pory (a mi dopiero na koniec wycieczki) nie przyszło do głowy, że to jeżdżące do przodu i tyłu siodło wystarczy skręcić imbusem? Oraz wyciągnąć sztycę wyżej o 1,5 cm. Jaka Ąż była zadowolona! Mimo, że od dawien dawna G próbował ją na podniesienie siodła namówić. Tylko co by to dało jak to siodło podróżowało do przodu i tyłu... No co to za facet co imbusa nie ma i siodła przykręcić nie może? Ech... Może zmądrzeje po wycieczce.
avg 14,77 bośmy się wlekli po tej ścieżce niemiłosiernie (ze względu na Ąż) i sama końcówka mnie rozbroiła - brak mocy...
Wyszłam za późno z domu. Jeszcze z parteru cofałam się po lampkę. Miałam 27 minut na dotarcie do pracy, otworzenie, przebranie się i doprowadzenie do porządku a także schowanie roweru na zapleczu. Zapierdzielałam aż głupio ale dojechałam w 20 minut (mokra jak szczur). Żałowałam, że nie mam prysznica (i czasu na niego) ale jakoś po przebraniu się było znośnie. Spowrotem zaś zupełnie nie miałam siły. A potem prawie rozjechał mnie samochód na przejeździe przy rondzie. I jeszcze zostałam zwymyślana przez kierowcę i pasażera. Dobrze, że byli za szybą... Probuję ustalić kto miał rację...
avg 17,74 (do pracy było w okolicy 19,5 ale nie sprawdziłam)
Rezygnując z fragmentu ścieżki rowerowej docieram do pracy szybciej. Wracam za to tak samo długo. Choć finalny efekt to 1/3 kilometra mniej w ogólnym rozrachunku. Jakieś to dziwne.
Oraz - te małe kuleczki na drodze przy budowie, które pękają jak się przez nie przejeżdża, to niestety ślimaczki :(
avg17,83 (i zapomniałam wyłączyć endomondo i pokazuje ono, że jechałam dwa razy dłużej)
Założyłam sobie Endomodo (skoro już mam smartfona...). Ale nie zapomniałam o moim liczniku. I dobrze, bo "ędomądo" nie złapało kilku km z powrotu do domu. Pierwszy raz zawsze jest trudny ;-).
dom>Pomorzany(sweet kiciusie)>Słoneczne(chłodnik i kotlet mniam)>Centrum(pomarudzić sobie z Dziadkiem na Ojca-bezcenne)>dom
I znów do pracy. Tym razem prawie klasycznie wylądowałam na drzwiach samochodu - zjeżdżał z ulicy przecinając ścieżkę. Ledwo ledwo się udało. Ale i ja i on wystraszyliśmy się nieco. Mam nadzieję, że on bardziej;-)
A największym kłopotem powrotów są zderzenia z chrabąszczami. Bydlęta wielkie i się zderzają. Ze mną.
I znów. Tym razem w drodze powrotnej nie przejechałam żadnego ślimaka (bo nie było po deszczu). Zaliczyłam natomiast kilka kolizji z chrabąszczami oraz bardzo bliski przejazd koło pieszego lezącego po ścieżce (musnęłam go bokiem, mam nadzieję, że się przestraszył).
I odważyłam się. Pojechałam do pracy i z niej wróciłam. Contessą, gdyż nie będąc (jeszcze) w posiadaniu dobrego zapięcia rowerowego tylko ją byłam w stanie wnieść na zaplecze (wąskie przejście, ale górą rower daje radę). Dojechałam i wróciłam. Mam trzy ronda po drodze, kilka świateł (co jest najbardziej upierdliwe) ale przez niemal całą trasę mam ścieżkę rowerową. Jej stan pozostawia wiele do życzenia, ale cóż, musi mi wystarczyć tak jak jest...
Jechało się nieźle, wracało jeszcze lepiej. Niby zabiera to podobną ilość czasu, co autobusem (zwłaszcza do pracy) to jakoś tak człowiek lepiej się czuje (zwłaszcza wracając).
Rower jest dodatkiem do mojego poplątanego życia, ale dodatkiem miłym, z którego bardzo ciężko byłoby mi zrezygnować.
Mam dwa rowerki - przywieziony w 2006 r. z Holandii tradycyjny rower miejski, nieco sfatygowany, używany, ale własnoręcznie kupiony ;-) oraz Contessę 40 Scotta z 2008 roku:].
Nie jestem wybitną rowerzystką, jeżdżę niewiele, niezbyt szybko i raczej nie forsownie. Nie ma co podziwiać;-).