Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2009

Dystans całkowity:201.08 km (w terenie 25.00 km; 12.43%)
Czas w ruchu:13:01
Średnia prędkość:15.45 km/h
Maksymalna prędkość:34.98 km/h
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:13.41 km i 0h 52m
Więcej statystyk

Praca, praca, praca

Poniedziałek, 6 lipca 2009 · Komentarze(1)
Kategoria pitu pitu
Znowu;-)

ps-zastanawiam się, czemu kilometrówka moich dojazdów do pracy tak się różni? Przecież zawsze jadę tą samą drogą...

Na obiadek na Pomorzany

Niedziela, 5 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Na starcie Adam się ze mną kłócił, że do jego rodziców mamy dalej niż ja do pracy. Powiedziałam mu, że się myli i okazało się, że mam rację. Poza tym sympatyczna przejażdżka. Dla Adama po dłuższej abstynencji rowerowej (nie wiedzieć czemu). Znów się nakręcił:-)

Znów do pracy

Sobota, 4 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Nic nadzwyczajnego - kilometry rosną, kilogramy maleją, pracować trzeba;-)

W upale do pracy

Piątek, 3 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Upał był sporawy, więc wyszłam nieco wcześniej, żeby jechać powoli. Dla mnie jest to trudne zadanie, by nie grzać do przodu, ale jakoś się udawało. Pogoda zdecydowanie pomagała, powietrze było ciężkie i ciężko się oddychało.

Wzdłuż Wojska Polskiego natknęłam się na dwa motory zaparkowane na środku ścieżki. Z daleka zobaczyłam dwójkę rowerzystów zjeżdżających ze ścieżki na ruchliwą ulicę, żeby przejechać, bo ścieżką się nie dało. Zatrzymałam się więc koło motorów i poprosiłam, by nie zastawiali ścieżki. Facet starszy rzekł jedynie, że awaria jest. Facet młodszy (uczeń, bo to nauka jazdy była) lekko motor odsunął, więc starszy też. Ja tłumaczyłam, że tarasują ścieżkę i ludzie muszą zjeżdżać na ulicę, żeby przejechać. Młody odrzekł "awaria słonko" za co miałam ochotę go kopnąć. Odpowiedziałam, że rozumiem, ale to nie powód, żeby ścieżkę zastawiać i pojechałam. Echs...

Stłuczka w drodze do pracy

Czwartek, 2 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria pitu pitu
Dziś zaliczyłam pierwszą w życiu stłuczkę rowerową! Śmiać mi się chce na to wspomnienie, choć mogło być dużo gorzej.

Otóż - jechałam sobie ścieżką wzdłuż Wojska Polskiego do pracy. Zobaczyłam, że przede mną toczy się po ścieżce pan około 50tki. Toczył się po lewej stronie ścieżki, więc pomyślałam, że minę go po prawej. Spotykam czasem takich łosi, co to nie wiedzą, którędy się jeździ. Gdy już byłam prawie na jego wysokości, pan gwałtownie skręcił w prawo (zapewne chcąc wjechać na pasy), nie patrząc w ogóle do tyłu. Oczywiście wpadł na mnie... Dobrze, że nie mam spd i zdążyłam postawić nogę i przyjąć na siebie ciężar dwóch rowerów i opasłego pana, który nie dałby rady postawić nogi między rowerami. Tuż obok po jezdni mknęły, jak zwykle, samochody... Gdy pan już doszedł do siebie i odsunął się nieco zdjąwszy jedną ze słuchawek z uszu, rzuciłam coś a'la "no proszę pana!" na co on mi odparł, że wymija to się z lewej strony. No ciekawe, jak go miałam wyminąć skoro jechał lewą stroną... Rzekłam, że jechał prosto, lewą stroną, nie spojrzał do tyłu, gdy skręcał i nie dał żadnego znaku. Trochę poburczał i omiótł wzrokiem swój rower. Rzekłam, że nic się nie stało, więc grzecznie zapytał, czy mi też nic się nie stało. Byłam cała i zdrowa, choć nieco przez pana ubrudzona i wystraszona. Pożegnałam niedzielnego kierowcę rowerowego i pomknęłam do pracy.

Oby nigdy więcej stłuczek rowerowych a tym bardziej rowerowo-samochodowych... Brr...